6 czerwca 2014

Różowo mi!...czyli moje ulubione róże

Odkąd zaczęłam używać różu do policzków, czyli dopiero od jakiegoś 1,5 roku, to nie wyobrażam sobie makijażu bez choćby malutkiego oprószenia nim tej części twarzy. Może to dziwne ale wcześniej róże mogły dla mnie nie istnieć, używałam głównie bronzerów lub samego podkładu. Jak kupiłam pierwszy, to już nie mogłam się bez nich obejść. Pierwszym z nich był róż z Wibo, tak z ostrożności kupiłam jeden z najtańszych, który został ze mną na długo. Później były kolejne. W tej chwili wybrałam dwa, których używam najczęściej i które stały się moimi ulubieńcami w zasadzie od pierwszego machnięcia pędzlem po policzkach :-) Te moje gwiazdy to taniutki róż z Lovely i trochę droższy z Bourjois.



Lovely, natural beauty

Pierwszym różem, którego używam zamiennie z Bourjois jest kupiony za grosze mineralny róż z Lovely. Nie wiem niestety jak określić odcień, bo wszystkie miały numerek 03, mimo różnych kolorów. Pomimo moich usilnych prób, nie znalazłam na opakowaniu żadnego innego oznaczenia. Trochę to dziwne ze strony producenta, być może trafiłam na jakiś błąd serii, nie wiem. Z tego co widziałam w palecie kolorów, ten był najchłodniejszy i w miarę jasny. Zamknięty jest w zakręcanym opakowaniu, dzięki czemu możemy wrzucić go do torebki bez obaw, że sam się otworzy.

Pięknie ożywia cerę, staje się ona momentalnie świeższa i rozpromieniona. Szkoda tylko, że ma tak słabą pigmentację i żeby było go widać, trzeba kilka razy przejechać pędzlem po policzku. Nie jest też tak wytrzymały jak Bourjois, bo po całym dniu trochę blaknie. Łatwo się nakłada, można stopniować intensywność koloru, krzywdy na pewno sobie nim nie zrobimy.

Ubóstwiam efekt jaki daje na twarzy, mam nieodparte wrażenie, jakby twarz wydawała się młodsza i taka dziewczęca :-) Daje bardzo naturalny efekt.

Tak jak wspomniałam, jest tani, zapłacimy za niego ok. 9 zł w Rossmannie.


Bourjois, Rose Ambre nr 74

Na ten róż byłam zdecydowana od dawna, naczytałam się tylu pozytywnych informacji, że po prostu musiał w końcu być mój. Trudno było mi natomiast wybrać kolor, wahałam się między dwoma, tym co kupiłam i błyszczącym Rose D'or o nr 34. Po półgodzinnym staniu przy szafie (aż mi już głupio było) w końcu wybrałam Rose Ambre. Teraz myślę, że mogłam wziąć jednak obydwa :-)

Ten jest matowy o ciepłym, pięknym i niezbyt jasnym kolorze. Jest świetnie napigmentowany, nie trzeba machać dwadzieścia razy po policzku, żeby coś było widać. Raz wystarczy. Bardzo dobrze i równomiernie się rozprowadza, ani razu nie narobiłam sobie nim plam. Trzyma się na twarzy praktycznie cały dzień. Opakowanie ma zamykane na magnes, co uważam za bardzo fajny pomysł, do tego posiada lusterko ale ja i tak z niego nie korzystam. Robię makijaż rano i rzadko się zdarza żebym robiła poprawki w ciągu dnia. Nie lubię nosić kosmetyków do makijażu w torebce, wyjątkiem są tylko pomadki i jak mam mieć jakieś naprawdę ważne spotkanie, to puder w kamieniu ale to i tak od wielkiego dzwonu.

Nie podoba mi się natomiast jego zapach, na szczęście szybko się ulatnia i po nałożeniu na twarz już go nie czuć.

Regularna cena to ok. 50 zł, w sklepach internetowych można go kupić taniej.


A tak wyglądają jak je porównamy. Mimo, że różne, bo jeden ciepły a drugi zimny, mają zarówno plusy jak i minusy, to obydwa wyglądają na mojej twarzy doskonale i za to je uwielbiam :-)

A Wy macie swoje ulubione róże?


Miłego i ciepłego weekendu Wam życzę! :-)


9 komentarzy:

  1. Tego z Lovely nie miałam, ale Bourjois zawsze lubiłam :) Obydwa mają bardzo ładne kolorki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja historia wygląda podobnie. Kiedyś ani puder ani róż nie były mi potrzebne. Obecnie jednak brak tych dwóch elementów na twarzy równałby się w moim odczuciu niepełnemu makijażowi. Z różu Bourjois korzystam. Bardzo wydajny, jestem zadowolona:) Pierwszy jaki kupiłam i nie zamierzam szukać innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że bardzo wiele osób chwali róż z Bourjois, w końcu i ja się przekonałam dlaczego tak jest :-)

      Usuń
  3. Od dawna mam chęć na róż Bourjois. Problem jest w tym że niektóre mają mocno widoczne drobiny, chyba zdecyduje się na Twój odcień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten jest całkowicie matowy, bez żadnych drobinek. Z Bourjois są też inne odcienie matowe, więc myślę że wybierzesz coś odpowiedniego dla siebie :-)

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia robisz, fajnie wygląda to na tym tle z drewna :) A co do różu to "burżujek" wygląda pięknie :) Tyle już się o nich naczytałam jakie są świetne, że na pewno kiedyś w niego zainwestuję, na razie męczę ukochany róż z Yves Rocher :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ja też tyle pozytywnych opinii o nim czytałam, że w końcu musiałam go dorwać a że trafiła się taka fajna promocja w Rossie to żal byłoby nie wykorzystać okazji :-)

      Usuń
  5. Nie miałam żadnego z powyższych. Póki co mam róż z Catrice i całkiem nieźle się spisuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam ten z Bourjois, chociaż też wybierając go nie mogłam się zdecydować na odcień :)

    OdpowiedzUsuń